[singlepic id=433 w=280 h=200 float=left]

Każdej osobie mającej do czynienia z upowszechnianiem wiedzy, studentom i wykładowcom, naukowcom, ale również biznesmenom, pracownikom społecznym, politykom nie może być obca sztuka tworzenia prezentacji. Niektórzy opanowali ją lepiej inni gorzej. Wszyscy korzystają z kilku powszechnie znanych programów, dzięki, którym rezultaty pracy, badań, strategie gospodarcze nabierają atrakcyjnego graficznie wyglądu.
 
Jeszcze nie tak dawno, pod koniec ubiegłego wieku, w okresie bezpośrednio poprzedzającym informatyczną rewolucję, wykłady i prelekcje ilustrowano przeźroczami, wyświetlanymi „rzucanymi” na ścianę lub ekran. Ich przygotowanie nie było łatwe. Wymagało przygotowania planszy [najczęściej formatu a4], która następnie była fotografowana na specjalnej taśmie fotograficznej – pozytywie, który wywoływały laboratoria fotograficzne, w których również gotową taśmę cięto na poszczególne klatki, te zaś wkładano w odpowiednie ramki. Następnie komplet ramek w odpowiedniej kolejności układano w pudełkach lub magazynkach [zwanych często wagonami] pasujących do rzutników. Studenci zwykli określać czas wykładów ilością owych wagonów: wykład był trzy, cztero lub więcej wagonowy, co w przypadku powolnego tempa zmian obrazów oznaczało długie chwile spędzone w audytorium.
 
Inna istotna cecha owych magazynków to zdumiewająca łatwość, z jaką wypadały z nich poszczególne przeźrocza. Niejeden młody asystent obsługujący u progu swej kariery naukowej rzutnik przeźroczy przeżył chwile grozy, gdy podczas niezwykle ważnej prelekcji, na skutek nieuwagi lub emocji zawartość magazynka znalazła się na podłodze. W takiej sytuacji potrzebny był spokój pozwalający zebrać i ponownie ułożyć 36 ramek [taka była pojemność magazynka – wagonu]. Nie zawsze odpowiednio cierpliwy był również wykładowca. Komplety, zestawy przeźroczy były również wykorzystywane, jako pomoce naukowe w bibliotekach. Wypożyczano je wraz z odpowiednimi przeglądarkami. Dzięki zastosowaniu odpowiedniej soczewki i oświetlenia lektura niewielkich klatek nie była trudna.
 
W kolekcji Muzeum GUMed znajduję się przeglądarka półautomatyczna do przeźroczy Krokus DIA wyprodukowana przez PZO [Polskie Zakłady Optyczne] około roku 1990. Źródłem światła jest w niej mała żarówka zasilana bateryjnie. Dzięki odpowiedniej konstrukcji dość wygodnie można przeglądarkę ustawić na biurku, gdzie nie zajmuje ona wiele miejsca. Posiadamy również zestaw przeźroczy szkoleniowych z zakresu stomatologii, będące darem Centrum Medycyny Szpitalnej dla Katedry Stomatologii Zachowawczej AMG w 1970 r. Ramki ułożone są w drewnianym pudełku z przegródkami. Zwraca uwagę amatorska, lecz pomysłowa i skuteczna modyfikacja systemu oznaczania ramek – czerwona linia biegnąca w poprzek ułożonych przeźroczy. Nazwa przeźrocza używana jest zamiennie z terminem slajd. A raczej było. Obecnie znacznie rzadziej można usłyszeć lub trafić w druku na przeźrocze. Powszechnie króluje slajd. Na fotografiach PZO Krokus DIA: zamknięty i z widocznym przeźroczem w ramce, umiejscowionym w przesuwanym uchwycie, oraz pudełko z zestawem przeźroczy dydaktycznych [zwraca uwagę wspomniana wyżej czerwona linia „porządkowa”].
 
Oba ciekawe i z pewnością już unikalne eksponaty przekazała do Muzeum GUMed prof. Barbara Adamowicz-Klepalska.

 
[nggallery id=175]

Dodaj komentarz